Zakochani

I drżały ręce
i drżało serce
gdym stronnic świętych
kartki otwierał
Dusza krzyczała:
Idzie Oblubieniec
o błogi szabacie
trwaj mi bez końca
I gdy posilił
mą duszę, ciało
w objęciach Jego
trwałem błogości
wieczór nas naszedł
świadomość rozstania
O błogi Jezu
Ja nie puszczę ciebie
Wieczornych godzin
aż do straży nocnych
żegnałem mdlejąc
W Jego objęciach
kropiłem kartki
i pościel moję*
żegnając czule
Pana Wszechstworzenia
Budziłęm się
to znów zasypiałem
Szepcząc Jego Imię
w najwyższej czułości
jak kochankowie
w swojej bliskości
i gdym odwlekał
czas naszego rozstania
Stałem się strażnikiem
poranku świtania.

wrzesień 2016 r.

*moję - prawidłowo ma być "moją". Użyłem celowo archaizmu językowego, gdyż lubię czytać Biblię w starych przekładach