– Dzień dobry! – powiedział pewnego ranka aligator. – Mam na imię Kalwin. Teraz mieszkam w Minnesocie, ale wychowałem się dawno temu na mokradłach Florydy. Chciałbym wam dziś opowiedzieć pewną historię z mojego dzieciństwa.
Kiedy byłem małym aligatorkiem, miałem mnóstwo zabawy. Pływałem z przyjaciółmi, na przykład z żółwiem Czadkiem. Chodziłem z tatą na ryby. A czasem wspinałem się na kłodę drzewa albo kamień i zasypiałem w słońcu.
Ale najbardziej niezwykłe były niedzielne poranki. Wtedy wszystkie zwierzęta ze stawu i mokradeł zbierały się pod wielką wierzbą. Były tam aligatory, żółwie, ptaki, żaby – no, dosłownie wszyscy. Spotykaliśmy się, żeby wspólnie pomodlić się i zaśpiewać Panu Bogu.
– Bóg nas kocha i dał nam tak wiele! – powtarzały starsze zwierzęta. – Dlatego powinniśmy Mu dziękować.
A potem wszyscy śpiewaliśmy. Ptaki śpiewały pięknie i wysoko, żaby głęboko i nisko, a aligatory… no cóż, robiliśmy, co mogliśmy! Tylko żółwie siedziały cicho.
Kalwin zawsze zastanawiał się, dlaczego.
Dlaczego żółwie nie śpiewają?
Pewnego dnia, kiedy pływał razem z Czadkiem, zapytał go:
– Czadku, czemu wy, żółwie, nigdy nie śpiewacie?
Żółw zawstydził się i szepnął:
– Bo jesteśmy strasznymi śpiewakami. Gdy próbujemy śpiewać, to bardziej brzmi jak hałas niż muzyka.
Kalwin pomyślał, że może nie wszyscy żółwie są tacy, ale nic nie powiedział. Nie chciał urazić przyjaciela.
Pewien szczególny dzień
Tydzień później na modlitwy przybył borsuk z pobliskiego lasu. Był bardzo stary i pełen radości. Opowiadał o Panu Bogu tak przejęty, że każde zwierzę słuchało go z otwartą buzią.
– Pamiętajcie – powiedział borsuk – że Bóg pragnie, byśmy czynili radosny hałas na Jego cześć!
Potem nadszedł czas na pieśni. Kalwin śpiewał tego dnia głośniej i weselej niż zwykle. A wtedy… zobaczył coś niesamowitego.
Czad śpiewał!
Żółwik zapomniał, że „nie umie”, i po prostu otworzył pyszczek. Nie wszystkie dźwięki były czyste, ale płynęły prosto z serca. Zaraz potem zaczęła śpiewać mama Czadka, potem tata, a potem cała żółwia rodzina.
Wkrótce wszystkie żółwie śpiewały – i choć nie były idealne, cała pieśń brzmiała piękniej niż kiedykolwiek. Bo radość żółwi udzieliła się wszystkim zwierzętom. Nawet ptaki i żaby śpiewały szczęśliwiej niż zwykle.
Radosny hałas
Po nabożeństwie Kalwin zapytał przyjaciela:
– Czadku, co cię skłoniło, żeby zaśpiewać?
– Borsuk powiedział, że mamy robić radosny hałas dla Boga – odpowiedział żółw. – Może nie umiem śpiewać, ale wiem, że potrafię robić hałas. I mogę go robić radośnie!
Od tamtego dnia mokradła nigdy już nie były takie same, bo odtąd śpiewały także żółwie.
Krótka modlitwa
Kalwin zakończył swoją opowieść słowami:
– Boże, dziękujemy Ci za to, że stworzyłeś nas różnych. Pomóż nam pamiętać, że jeśli śpiewamy z serca, nasza pieśń zawsze będzie dla Ciebie piękna. Amen.