Wiewiórka Wiórek i wielka wyprawa

Chciałbym wam dziś opowiedzieć historię mojego przyjaciela. To wiewiórka, która miała na imię Wiórek.


Wiórek był zwyczajną wiewiórką. Mieszkał w lesie, całe dnie spędzał na drzewach, biegając za innymi wiewiórkami, chrupiąc żołędzie i nasiona. Był naprawdę szczęśliwy.
Pewnego ranka obudził się jednak z niezwykłym pomysłem.
– Dziś wyruszę, żeby znaleźć Pana Boga! – powiedział sam do siebie.
Nie wiedział, gdzie szukać, więc po prostu ruszył przed siebie. Szedł i szedł, a drzewa wydawały się nie mieć końca. Ale Boga nie znalazł.

Spotkanie z żółwiem

W końcu dotarł nad jezioro. Usiadł na kamieniu, żeby odpocząć i napić się wody.
Nagle… kamień się poruszył! Wiórek aż podskoczył. To wcale nie był kamień, tylko żółw!
– Ojej, przepraszam, usiadłem na tobie! – zawołał.
– Nic nie szkodzi – odparł spokojnie żółw. – A ty, mała wiewiórko, dokąd tak wędrujesz?
– Szukam Pana Boga – odpowiedział Wiórek.
Żółw uśmiechnął się i rozłożył łapy szeroko.
– To na pewno tutaj! Spójrz tylko: jezioro jest chłodne i przejrzyste, słońce pięknie grzeje skały przy brzegu. To doskonałe miejsce. Na pewno właśnie tu znajdziesz Boga.
Wiórek spojrzał na taflę jeziora i na rozgrzane kamienie.
– Brzmi pięknie, ale wiesz… ja wolę pić wodę niż w niej pływać. A na mojej futrzanej sierści kamienie byłyby po prostu za gorące.
– Jak wolisz – odparł żółw i z pluskiem zanurkował w wodzie.

Spotkanie z pieskiem preriowym

Wiórek ruszył dalej. Wkrótce skończył się las, a przed nim rozciągała się ogromna łąka – tylko trawa i ziemia aż po horyzont.
Nagle z ziemi wyskoczył mały zwierzak, podobny trochę do wiewiórki, ale nie całkiem.
– Cześć! – powiedział Wiórek. – Jestem Wiórek, wiewiórka.
– A ja jestem Jacek, piesek preriowy – odpowiedziało stworzonko. – Co tu robisz?
– Szukam Pana Boga – wyznał Wiórek.
Jacek roześmiał się radośnie.
– To świetnie! Trafiłeś we właściwe miejsce! Popatrz tylko: trawa jest pyszna, ziemia idealna do kopania norek. To najlepsze miejsce na ziemi! A do tego jest tu mnóstwo piesków preriowych do zabawy.
W tej chwili z każdej strony zaczęły wychylać się kolejne pieski preriowe. Było ich tak dużo, że Wiórek nie wiedział już, który z nich to Jacek.
– To naprawdę miłe – powiedział grzecznie – ale ja nie jem trawy i nie kopię w ziemi. Wolę żołędzie. Miło was poznać, ale muszę iść dalej.
I ruszył z powrotem w stronę lasu.

Powrót do domu

Wiórek szedł i szedł, aż poczuł się bardzo zmęczony. Wtedy zauważył znajome drzewa. Pachniało tak, jakby już tu kiedyś był.
– To niemożliwe… – mruknął. – Chyba zatoczyłem wielkie koło!
Rzeczywiście – wrócił do swojego lasu. Drzewa były wysokie i piękne, żołędzie leżały na ziemi i zwisały z gałęzi, a inne wiewiórki skakały radośnie po koronach.
Wtedy Wiórek nagle zrozumiał:
– Pan Bóg był ze mną cały czas! Był nad jeziorem, tak jak mówił żółw. Był na łące, tak jak mówił Jacek. Ale najbardziej cieszę się, że jest też tutaj – w moim lesie, w miejscu, które przygotował właśnie dla mnie.
Wiórek uśmiechnął się szeroko, wdrapał się na swoje ulubione drzewo i zawołał:
– Dziękuję Ci, Boże, że jesteś ze mną zawsze i wszędzie!
I od tego dnia wiedział już, że nie musi nigdzie daleko wędrować, aby znaleźć Pana Boga.