Teatr biblijny

Droga

 kategoria: Teksty   dział: Teatr biblijny, autor: Masmika

AKT 1.

Na scenie jest pusto, stoi jedynie krzesło.
Po chwili pojawiają się różni ludzi, ale zachowują się bardzo dziwnie. Jeden staje i czyta gazetę do góry nogami, inny posuwa się fikając koziołki, reszta porusza się, idąc tyłem. Jakaś kobieta wciąż wyciąga lusterko i poprawia fryzurę. Wszyscy zachowują się irracjonalnie, trwa to chwilę, potem nagle wszyscy nieruchomieją.
Na scenę wchodzi ADAM. Rozgląda się po zebranych, potem jednemu z nich wyjmuje z ręki gazetę, przegląda ją przechadzając się pomiędzy nieruchomymi ludźmi, potem zniechęcony kładzie ją u stóp "czytelnika".
Siada na krześle. W tej samej chwili ludzie podejmują przerwane czynności, "czytelnik" podnosi gazetę, nadal czyta ją do góry nogami. Ktoś podbiega do ADAMA z jakąś paczką, podaje mu, ktoś inny mu tę paczkę wyrywa i ucieka, kobieta z lusterkiem nachalnie wkłada mu do ręki lusterko, poprawia przed nim ubranie, fryzurę, wyrywa mu lusterko, odbiega, wszyscy starają się go zająć, wciągnąć w swoje sprawy. Nagle dzwoni telefon, znów wszyscy nieruchomieją. ADAM wyciąga komórkę.

ADAM: Cześć, Paweł, co u ciebie? (cisza) W porządku, nie zawracasz mi głowy, i tak nie miałem żadnych planów. (Słucha, nagle podrywa się z krzesła przerażony) Co? Robert miał wypadek? Kiedy? Nic o tym nie słyszałem... jest w ciężkim stanie? W którym szpitalu? Zaraz pojadę do niego... jest w śpiączce? Uszkodzenie mózgu, powiadasz... Lekarze nie rokują mu nadziei... Rozumiem. Przykro mi.... To na razie.
(Chowa telefon, siada zrezygnowany na krześle. Ludzie na nowo ożywają, opuszczają scenę. Światło przygasa, oświetlony jest tylko ADAM)
- No tak, jeszcze dziś rano z nim rozmawiałem, a wieczorem jakby człowieka nie było... Czy coś w tym życiu ma sens? Rodzisz się, starasz się w życiu coś osiągnąć, a tymczasem nie wiesz, co spotka cię za godzinę. Po co robić studia, zakładać rodzinę, skoro w każdej chwili jakiś pijany człowiek wjedzie na ciebie i zrobi z ciebie warzywo. I koniec z planami, nadziejami, czysta wegetacja. Czy po to zostaliśmy stworzeni, by biec przez życie nie znając celu, ani swego przeznaczenia?

(Z kąta wychodzi człowiek w ciemnym ubraniu i w ciemnych okularach, staje za krzesłem, przewiązuje ADAMOWI oczy opaską.)

PESYMISTA: Po co ci znać swoje przeznaczenie? To nic ciekawego, mogę ci je w skrócie przybliżyć. Pięć lat studiów, zrobisz magistra, znajdziesz pracę, potem zwariowany wyścig szczurów, wypruwanie sobie żył dla zrzędzącej żony i gromady rozkapryszonych dzieciaków. Śliskie szczeble drabiny sukcesu, bolesne upadki, w końcu śmierć... Nic ciekawego. Siedź lepiej na tym krześle i nie interesuj się swoją przyszłością, i tak nie masz na nią wpływu (wyciąga z kieszeni pilota od telewizora i wkłada mu do ręki) Już inni postarali się, by ci odpowiednio ułożyć życie, więc po co walczyć o jakiekolwiek zmiany? To krzesło to jest twoje miejsce, nie warto go opuszczać.

ADAM słucha  zrezygnowany, posłusznie podnosi pilota, przeskakuje po kanałach TV. PESYMISTA wyjmuje z kieszeni sznur i powoli zaczyna przywiązywać ADAMA do krzesła. Nagle jego czynność przerywa dzwonek u drzwi. PESYMISTA nieruchomieje, ogląda się przerażony na drzwi, potem wyrywa z ręki ADAMA pilota i ucieka. Dzwonek znów dzwoni.

ADAM: Nikogo nie ma w domu!

Dzwonek jest natarczywy, w końcu ADAM zsuwa zbyt luźne sznury i zdejmuje opaskę z oczu. Podchodzi do drzwi, otwiera. POSŁANIEC wręcza mu kopertę.

ADAM (zaciekawiony czyta): Co to takiego? Zaproszenie? Mam się udać w drogę? Nie rozumiem... (z koperty wypadają klucze, ADAM podnosi je, czyta dalej, zwraca się do POSŁAŃCA) Tu jest napisane, że ktoś przygotował dla mnie mieszkanie, a ty masz mnie tam zaprowadzić. Czy to prawda?

POSŁANIEC kiwa głową potakująco, uśmiecha się. ADAM zastanawia się, niepewnie kręci głową.

ADAM: Nie wiem, co robić. Z jednej strony i tak nie mam nic do roboty, ale... ta oferta brzmi bardzo niepewnie. Chciałbym mieć jakiś wybór...

POSŁANIEC wyjmuje mu z ręki kluczyki, z ziemi podnosi sznur, pokazuje mu wahadłowym ruchem raz kluczyki, raz sznur, rozlega się odgłos tykania zegara. Na scenę wchodzi ZEGAREK, zachowuje się jak marionetka na sznurkach, krąży wokół ADAMA kiwając rękami w prawo i w lewo.

ZEGAREK: (śpiewa)

Tik-tak, tik-tak, tik-tak, tik-tak....
Popatrz - mija rok, nowy rok
Nie stój - uczyń krok, jeden krok
Co ciebie trzyma tu,
czy tylko sznura zwój
a może myślisz, że
za ciebie zrobi się
za ciebie wszystko samo dziś
zrobi się...
czy to zabawne jest
że mija życie twe
czy tego właśnie chcesz
a może zmienisz właśnie dziś
- życia sens

Popatrz - znów przemija rok
Nie stój - uczyń krok, jeden krok
Niepokój drąży cię
gdy nie wiesz czego chcesz
lecz tylko obierz cel
i śmiało wybierz się
i śmiało w nową drogę dziś
- udaj się

Popatrz - znów przemija rok
Nie stój - uczyń krok, jeden krok...
Tik-tak, tik-tak, tik-tak, tik-tak....


POSŁANIEC wyciąga w jego stronę ręce ze sznurem i kluczykami. ADAM waha się, w końcu sięga po kluczyki.

ADAM: W porządku, zdecydowałem się. Prowadź mnie.

ADAM i POSŁANIEC wychodzą, ZEGAREK nieruchomieje w kącie sali.

AKT 2.

Na scenę wchodzi SZEWC ze skrzynką i narzędziami, siada na krześle, na skrzynce przed sobą ustawia narzędzia, jakieś buty, zaczyna klepać młotkiem po obcasie, nuci coś pod nosem. Wchodzi ADAM i POSŁANIEC.

ADAM: (podchodzi do SZEWCA) Kim jesteś?

SZEWC: Robię buty, dobre buty.

ADAM: Przydadzą mi się buty. Wybieram się w drogę.

SZEWC: Na daleką drogę potrzebne są dobre buty, uszyte na miarę.

ADAM stawia nogę na skrzynce, SZEWC bierze pomiary, potem przegląda narzędzia, wyciąga z kieszeni jakieś skóry, przycina je. ADAM chodzi po pokoju, zaczyna się niecierpliwić.

ADAM: Czy długo to zajmie?

SZEWC: Jak mają to być dobre buty, to muszę je szyć nićmi cierpliwości, inaczej szybko ci się w drodze rozlecą. Jeśli nie będą miały podeszwy wytrwałości, to pękną ci i przemokną. No i sznurówki wiary... nie, takie buty nie mogą być zrobione szybko, na łapu-capu. Bądź cierpliwy, poczekaj...

(SZEWC stuka w obcasy, gładzi skórę cholewki. ADAM kręci się niecierpliwie. Zza zasłony wychodzi PESYMISTA, podchodzi do nieruchomego ZEGARKA, unosi mu ręce i zaczyna nimi kiwać, wprawiając go w ruch. ZEGAREK tyka, PESYMISTA podchodzi do ADAMA)

PESYMISTA: Masz zamiar tak stać tu i czekać?

ADAM: nie mam innego wyjścia.

PESYMISTA: Wyjście zawsze jest. Po co przyszedłeś do tego szewca? Nie widzisz, że jemu w ogóle na tobie nie zależy? Jemu zależy tylko na kasie, im więcej czasu poświęci twoim butom, tym więcej od ciebie weźmie za nie szmalu. Czas ucieka, a ty nie masz czasu, czeka cię przecież daleka droga. Zostaw tego parciarza, znam miejsce, gdzie znajdziesz lepsze buty, szybko, tanio i wygodnie.

ADAM: Ale ja muszę być z Posłańcem... on zna drogę.

PESYMISTA: (śmieje się) Człowieku, kupisz mapę i żaden przewodnik ci nie jest potrzebny. Co ty, dzieciak jesteś, co za rączkę musi być prowadzony? Wystarczy, że wiesz, gdzie masz dotrzeć, a każde biuro podróży zapewni ci transport. Autobus, samolot, kolej? Do wyboru, do koloru... Sam sobie poradzisz. Grunt, to zaproszenie i kluczyki, jak tego nie zgubisz, to olej przewodnika. Sam sobie potrafisz poradzić.

ADAM (ogląda się na POSŁAŃCA, który cierpliwie przygląda się pracy SZEWCA, mówi z ociąganiem): No...nie wiem...

PESYMISTA (ciągnie go za rękaw) Ale ja wiem. Musisz mieć jakiś wybór, a idąc bezwolnie za nim, tracisz czas i nie kierujesz się swoją wolą. Poznaj świat, inne możliwości, wtedy będziesz mógł powiedzieć, że masz wybór. To jak, decydujesz się?

ADAM kiwa głową, idzie za PESYMISTĄ. Światło przygasa, POSŁANIEC rozgląda się za ADAMEM, wzdycha ciężko, pomaga SZEWCOWI pozbierać narzędzia i wychodzą, ZEGAREK nieruchomieje.

AKT 3.

Na scenę wbiegają ludzie, każdy śpieszy się, rozkładają stoliki, wystawiają swój towar, co rusz to któryś podbiega do ZEGARKA i przyciąga go do swego stoiska, wręcz go sobie wyrywają. Wchodzi ADAM i  PESYMISTA, rozglądają się po stolikach.

HANDLARZ BUTAMI: Tutaj, drodzy panowie, tanio, szybko i z gwarancją, co najmniej dwuletnią. Buty sprzedaję, na każdą okazję, buty odświętne i buty na co dzień, na pogodę i na niepogodę, tylko u mnie dostaniecie. (ADAM podchodzi, HANDLARZ kłania się nisko) Co pan sobie życzy?

ADAM: Chciałbym odpowiednie dla mnie buty.

HANDLARZ BUTAMI (prezentuje towar): Proszę bardzo, to są buty taniej wiary, w nich pan możesz i po wodzie chodzić, nieprzemakalne, a jakie tanie! Tu masz pan buty szybkiej ewangelizacji, świetnie się prezentują, do każdego towarzystwa, w nich każdy przyjmie cię jak swego. A może pragnie pan oczarować swoją wybrankę? Proszę, tu są buty miłości, dotrze pan w nich do każdego serca...

ADAM: Potrzebuję buty dobre na daleką drogę.

HANDLARZ BUTAMI: A, rozumiem, szybkobiegi... Te, myślę, że będą na pana idealne. Proszę przymierzyć, mam każdy fason i kolor.

ADAM (przymierza): Ile to będzie kosztować?

HANDLARZ BUTAMI: Nie targujmy się o cenę, oferuję niskie raty, a za drobną reklamę dam panu te buty prawie za darmo!

ADAM: Biorę więc! (zakłada buty, przechodzi do następnego stoiska) Czy mogę u pana kupić mapę?

HANDLARZ MAPAMI: Ależ naturalnie, cokolwiek pan sobie życzy. Mam tu mapy całego świata, tak rzeczywistego, jak i duchowego. Z moją mapą pan wszędzie dotrzesz, nigdy nie zabłądzisz.  (Rozkłada różne mapy, gestykuluje) Oto ma pan tutaj mapę utraconych nadziei, wymienione są na niej wszystkie niebezpieczne miejsca, wystarczy je tylko omijać. A tu mapa emocji, kolorowa, bardzo szczegółowa. Zaznaczone są na niej wzniesienia uczuć i stany depresji, pola walk duchowych... a może interesuje pana mapa biznesu? Albo mapa doświadczeń? Naniesione są na niej wszystkie szlaki, jakie przebyli sławni ludzie, hotele, gdzie się zatrzymywali...

ADAM: Potrzebuję mapę, gdzie będzie początek i koniec mojej drogi.

HANDLARZ MAPAMI: (wyciąga jedną mapę spod innych) Proszę bardzo, mapa z szeroką drogą, bez zakrętów, prowadzącą prosto do celu. Życzę szczęśliwej podróży.

ADAM (zwraca się do PESYMISTY): Buty już mam, mapę też, brak mi tylko środka transportu.

PESYMISTA: O, tutaj widzę Biuro podróży. Zajrzyjmy tam...

Podchodzą do stolika, gdzie PRZEWOŹNIK siedzi i rozmawia przez telefon.

PRZEWOŹNIK: Oczywiście, podróż wirtualna będzie jak najbardziej bezpieczna dla pana. Tanio, skutecznie i bezpiecznie, bez żadnych zobowiązań. Jedyna opłata to połączenie przez modem. Dziękuję za przyjęcie oferty (odkłada słuchawkę) Słucham, czego pan sobie życzy?

ADAM: Potrzebuję szybko dostać się do celu.

PRZEWOŹNIK: Gwarantujemy każdy środek transportu. Szybko i z wygodami. Życzy pan sobie miejsce samotne, czy wśród innych pasażerów?

ADAM: Sam nie wiem... W sumie zależałoby mi, by dotrzeć tam z innymi.

PRZEWOŹNIK: W takim razie podróż grupowa, przy takim transporcie oferujemy zniżkę trzydziesto procentową. Wszelkie atrakcje po drodze zapewnione.

ADAM (zaniepokojony): Jakie to atrakcje?

PRZEWOŹNIK: Podróż szybka i przyjemna, w połowie drogi odpoczynek w Hotelu Przyjemności, przelot nad Przełęczą Straceńców - to naprawdę niezapomniane przeżycie... udział w Wyścigu Po Lepsze Życie, naprawdę, emocji pan będzie miał tyle, że podroż minie panu tak szybko, że nie zauważy pan, kiedy będzie u celu.

ADAM: Chyba nie zależy mi tak na atrakcjach...

PRZEWOŹNIK: W takim razie proponuje przejazd autobusem. Odjazd za kilka minut. Szerokiej drogi!

ZEGAREK ustawia się przed skrzynką, zaczyna powoli, potem coraz szybciej kiwać rękami. ADAM staje na skrzynce, „trzyma się uchwytu” obok głowy, słuchać szum odjeżdżającego autobusu, ADAM kiwa się na skrzynce, jakby w wyniku jazdy. Autobus zatrzymuje się na przystanku, ADAM wygląda przez okno, woła do widowni.

ADAM: Hej, ludzie, co wy tak siedzicie na tych krzesłach? Nie szkoda wam życia? Jedźcie ze mną, ja znam drogę! Popatrzcie, mam mapę, tu jest wyraźnie pokazany koniec drogi... No, ruszcie się, jest sporo miejsca w autobusie. (rozgląda się) Frajerzy, czy do końca życia chcecie siedzieć i tylko się przyglądać? (Autobus rusza, ADAM mówi „do ludzi w autobusie”) Na tym zaproszeniu jest napisane, że każdy może skorzystać z oferty, naprawdę ich nie rozumiem...

Nagle słuchać pisk opon, ADAM przekręca się jak przy gwałtownym hamowaniu, krzyczy i spada ze skrzynki. Z ręki wypadają mu klucze i zaproszenie, upadają na podłogę. ADAM leży na ziemi, po chwili pojawiają się sanitariusze. Podchodzą do ADAMA  i wynoszą go za ręce i nogi ze sceny.  ZEGAREK siada na skrzynce i nieruchomieje. Na scenę wchodzi POSŁANIEC, rozgląda się, przykłada rękę do serca ZEGARKA, kiwa ze smutkiem głową. Potem spostrzega zaproszenie i kluczyki, podnosi je. Czyta przez chwilę, potem wzdycha i chowa je do kieszeni. Wychodzi.

AKT 4.

Na scenę dwaj SANITARIUSZE wnoszą krzesło, stawiają go koło skrzynki z ZEGARKIEM, jeden z nich wyciąga bandaże i zaczyna obwiązywać krzesło, drugi zaczyna osłuchiwać stetoskopem „serce” ZEGARKA. Wchodzi PESYMISTA, w ręku trzyma mapę ADAMA i jego buty. Zwraca się do sanitariuszy.

PESYMISTA: Wiedzą może panowie, gdzie jest właściciel tych rzeczy?

SANITARIUSZ I (obwiązując krzesło): Złamał sobie życie.

SANITARIUSZ II (nasłuchując serca): Serce mu stanęło.

PESYMISTA: Nie rozumiem... a tak dobrze mu szło. I buty miał dobre i mapę... naprawdę, dziwne, że zabłądził.

SANITARIUSZ I (wskazując na buty): a buty nadal są dobre?

PESYMISTA: (odrzucając je w kąt) Nie, rozleciały się. Ale mogę mapę dać...

Wręcza mapę SANITARIUSZOWI II, ten zaczyna ją badać stetoskopem, wyciąga termometr, robi różne rzeczy, by zbadać mapę. W końcu wydaje werdykt.

SANITARIUSZ II: Mapa jest w porządku, nie jest możliwe zabłądzenie. Przyczyna musi tkwić w czymś innym.

PESYMISTA: Może zegarek?

SANITARIUSZ I: Diagnoza jest jedna. Pacjent stracił nadzieję.

PESYMISTA: I nie da się go uratować?

SANITARIUSZE konsultują się ze sobą szeptem, dużo gestykulując. W końcu odwracają się do PESYMISTY i z uczonymi minami wygłaszają swoje teorie.

SANITARIUSZ I: jeśli weźmiemy pod uwagę teorię Szopenchauera, wola ludzka jest jedynie wolą przetrwania, czymś, co pobudza nas do działania, ontologicznym mechanizmem napędzającym rozwój świata.

PESYMISTA: A więc możemy swoją wolą zmienić cokolwiek?

SANITARIUSZ II: Ależ skąd! Świat nie jest wolą boską czy ludzką, ale ślepą, bezcelową, do niczego nie dążącą, po prostu anonimową, ale wszechmocną siłą. Nazywamy to przeznaczeniem. (wskazuje na drzwi, wchodzi pierwsza postać, na twarzy ma białą maskę.) Pacjent zamiast poddać się swemu przeznaczeniu, starał się obrać swoją własną drogę, dlatego nie udało mu się to uczynić, co zamierzał. Skutki dało się przewidzieć.

PRZEZNACZENIE (zdejmuje maskę, obraca ją na czarną stronę i zakłada z powrotem): Winny!

PESYMISTA: W takim razie nie powinien udawać się w drogę, ale pozostać na tym krześle, które mu zostało przeznaczone. Ktoś to ładnie określił – noś swój krzyż i nie narzekaj...

SANITARIUSZ I: W tym właśnie upatruję chorobę pacjenta. Jego wolna wola powinna zakładać jedynie przetrwanie, tymczasem on podjął się wyboru, założył, że należy mu się coś więcej. Zadziałało prawo winy i kary. (Wskazuje na drzwi, wchodzi następna postać w białej masce) Dla takiego zachowania nie ma usprawiedliwienia, nie ma miejsca na pobłażliwość, inaczej na jakiej zasadzie podzielilibyśmy ludzi na tych, którym należy się ułaskawienie i tych, którym się to nie należy?

SPRAWIEDLIWOŚĆ (zdejmuje maskę, obraca ją na czarną stronę i zakłada z powrotem): Winny!

PESYMISTA: Nie byłbym  pewien, czy wszystko można podciągnąć pod winę i karę. Jeśli jedziesz na rowerze i nie zauważysz kamienia, przewrócenie się jest karą, czy skutkiem? (wskazuje drzwi, wchodzi SKUTEK w białej masce) Przyczyna twojego upadku nie zawsze jest wynikiem twego działania...

SANITARIUSZ II: Mogłeś się zabezpieczyć przed upadkiem!

SKUTEK (zdejmuje maskę, obraca ją czarną stroną i zakłada): Winny!

PESYMISTA: Nie przed wszystkim potrafimy się zabezpieczyć...

SANITARIUSZ I: Owszem, ale znamy wiele metod, które nam to ułatwiają. Jak choćby samodoskonalenie, ćwiczenie się w dobrym, modlitwa, medytacja...

Wchodzi SAMODOSKONALENIE, zamienia maskę na czarną.

SAMODOSKONALENIE: Winny!

PESYMISTA:W czym więc zawinił pacjent, że zachorował?

SANITARIUSZ II: Ja upatruję przyczynę w co najmniej dwóch aspektach. Pierwszym jest zaniedbanie (wchodzi ZANIEDBANIE) oraz ignorancja, poczucie dumy i pychy (wchodzi IGNORANCJA, obie zmieniają maski)
ZANIEDBANIE i IGNORANCJA: (chórem) Winny!

Otwierają się drzwi, wchodzi ADAM, zataczając się jak pijany. Postacie w czarnych maskach przekazują go sobie z rąk do rąk, w końcu sadzają go na obandażowanym krześle. PESYMISTA staje na skrzynce, nogą strącając zegarek na ziemię, zegarek leży jak nieżywy.

PESYMISTA: Czy nie uprzedzałem cię na początku, byś nie opuszczał swojego miejsca? Wszystko, co ci się stało, jest jedynie efektem działań twojej woli i bezmyślnych decyzji. Orzeczeniem sądu i komisji lekarskiej masz pozostać na tym miejscu i starać się w miarę stabilnie przeżyć swoje życie. (postacie w maskach otaczają ADAMA kręgiem, zamykając nad jego głową dłonie i tworząc klatkę. PESYMISTA i SANITARIUSZE wychodzą.)

ADAM: (dłuższą chwilę siedzi z opuszczoną głową, w końcu podnosi ją, mówi do siebie z goryczą) Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba... Zacząłem nowe życie, obiecywano mi lepszy świat, a co z tego mam? Pustkę i beznadzieję. Patrzę w prawo – ciemność, patrzę w lewo – przepaść. A mówiono mi – tylko się udaj w drogę! No to ruszyłem w drogę. Starałem się dokładnie trzymać planu, kupiłem buty, mapę, wierzyłem, że na końcu drogi czeka ktoś, kto mi zapewni lepszy los... Co zrobiłem nie tak? Przecież chciałem być...

MASKI (chórem): Winny!

ADAM (kurczy się w sobie, ale po chwili prostuje się): Mam wolną wolę! Pragnienie czynienia dobra, a nie zła. Czego mi brakuje, że nie osiągam tego, co pragnę? Więcej pieniędzy, więcej wiary, więcej modlitwy, samozaparcia? Obym nie urodził się, zamiast przeżywać taki bezsens wszystkiego... Kto spojrzy na mnie, ten odwraca się z pogardą, kto do mnie przemówi, nie ma słów pociechy... Jedyne, co słyszę, to...

MASKI (chórem): Winny!

ADAM (przeszukuje kieszenie) Nieprawda! Mam wszystko, co mi jest potrzebne, o, gdzieś tutaj było zaproszenie, klucze... (coraz rozpaczliwiej przeszukuje kieszenie, przetrząsa zakamarki ubrania. W końcu przestaje zrezygnowany) Zgubiłem zaproszenie. Nie mam kluczy. Nie wiem, co mam robić... Jestem...

MASKI (chórem): Winny!

Zapada cisza, w której słuchać jakąś cichą, daleką muzykę. Jest spokojna, coraz głośniejsza. ADAM nie podnosi głowy, jest załamany. Wchodzi POSŁANIEC, podchodzi do ZEGARKA, podnosi go z ziemi, sadza na skrzynce. W muzykę wplata się dźwięk tykającego zegara. POSŁANIEC podchodzi do klatki z ADAMEM, wyciąga kluczyki i zaproszenie z kieszeni.

POSŁANIEC: Tego szukałeś?

ADAM (podnosi głowę, ale opuszcza ją z powrotem): Tak, ale na nic mi się nie przydadzą. Nie umiem znaleźć drogi.

POSŁANIEC: Ale ja znam drogę. I moja oferta jest nadal aktualna.

ADAM (z budzącą się nadzieją): Zaprowadzisz mnie tam? Mimo, że zawiodłem cię już raz?

POSŁANIEC: Jak znam ludzi, zawiedziesz mnie jeszcze nie raz i nie dwa... Ale i ja nie zapewnię ci tego, co czasem byś chciał.

ADAM: Na przykład?

POSŁANIEC: Nie obiecuję ci, że droga ze mną będzie łatwa, szybka i przyjemna.

ADAM: Co więc mi oferujesz?

POSŁANIEC: To, że ze mną na pewno osiągniesz cel. (Chwilę obaj milczą) To jak, decydujesz się?

ADAM: Tak, pójdę z tobą.

POSŁANIEC rozgarnia MASKI i wyprowadza ADAMA na wolność. MASKI opuszczają scenę, ZEGAREK podnosi się i zaczyna kiwać ręką jak wahadłem. POSŁANIEC kieruje się w stronę drzwi.

ADAM: Dokąd pójdziemy?

POSŁANIEC: (ogląda się i z uśmiechem pokazuje na krzesło) Najpierw musimy ci TO naprawić. A potem... niech się dzieje wola nieba...

ADAM ładuje krzesło na plecy, wychodzą. Na scenie zostaje ZEGAREK i kiwając ręką w rytm uderzeń zegara w tle, pokazuje drugą ręką na widownię.

ZEGAREK: Tik-tak, tik-tak, ty... ty...ty i ty... twój... czas... tik... tak.... tik... tak...

(Wychodzi ze sceny, pojawia się CHÓR)

CHÓR (śpiewa):

Zagubieni w gąszczu życia nie widzimy drogi
na bezdrożach potykamy obolałe nogi
Trud i znoje zasłaniają nam horyzont jasny
w lęku, trwodze wybieramy szlak podróży własny...

Otwierają się przed nami wielkie możliwości
lecz niepewność w naszym sercu coraz częściej gości
iść samemu przez nieznane jest nam bardzo ciężko
Aż przychodzi ten, co widzi przyszłość oraz przeszłość...

to jest Boży plan, to jest Boży plan, to jest Boży plan....

Nie jest łatwo swoją wolę zmienić w twe zamiary
Boże Ojcze, dodaj proszę nam do tego wiary
Byśmy w zgodzie poszli naprzód przez ciemną dolinę
Zło zwyciężać, strach odpędzać razem z twoim Synem...

to jest Boży plan, to jest Boży plan, to jest Boży plan....

Nie wiedziałem, co mnie czeka, tak niepewny byłem
Gdy swe życie w twoje dłonie, Jezu, powierzyłem  
Boża wola prowadziła mnie poprzez nieznane
bym na końcu mojej drogi mógł się spotkać z Panem...

Teraz nasze serca głośno wołają cię, Panie
Niechaj twoja, a nie nasza wola dziś się stanie...
Teraz nasze serca głośno wołają cię, Panie
Niechaj twoja, a nie nasza wola dziś się stanie!

to jest Boży plan, to jest Boży plan, to jest Boży plan!

KONIEC


Portal Biblijny.org - serwis o Bogu i Słowie Bożym. Twórcy serwisu: Masmika & Gani - O portalu - Kontakt
Ta strona używa plików cookies (niezbędnych do prawidłowego działania). (więcej informacji)