Teatr biblijny

Jonasz i robak

 kategoria: Teksty   dział: Teatr biblijny, autor: Masmika

Akt 1

Pośrodku sceny stoi krzesło nakryte płachtą żółtego materiału. Brzmi głośna muzyka, słychać gwar miasta. Na scenę wchodzi człowiek w garniturze (Biznesmen), wystrojona Dziewczyna, machająca torebką, chłopak ze słuchawkami na uszach, podrygujący w rytm muzyki (Muzyk), człowiek z laptopem (Gracz). Dziewczyna sięga po komórkę.

Dziewczyna (trajkocze): Cześć, Majka, byłaś w tym nowym supermarkecie? No, mówię ci, przywieźli świetne ciuchy, wzrok ci od nich zbieleje! No, masz, Kaśka już kupiła sobie nową spódnicę, przyjdzie w niej na nową imprę. Nie wiesz, gdzie? No, przecież u Karola!

Odchodzi na bok, człowiek z laptopem siada na krześle. Podchodzi do niego chłopak ze słuchawkami.

Muzyk: Te, stary, co to za nowa gra?

Gracz: Nie przeszkadzaj, jestem już na siódmym poziomie!

Muzyk: Ale kit! Weź sobie lepiej posłuchaj tej muzy. Dają czadu!

Próbuje nałożyć Graczowi słuchawki na uszy, ten opędza się od niego, zdenerwowany klika w klawiaturę, potem się zrywa z gniewem:

Gracz: No i popatrz, co zrobiłeś! Straciłem przez ciebie życie!

Muzyk (śmieje się): Stracisz życie, jak nie pójdziesz ze mną na koncert. Mam świetne bilety, kumpel mi załatwił. To jak, idziesz?

Gracz nadal zagniewany podnosi się i odchodzi na bok, za nim idzie Muzyk, nachalnie proponując mu bilety.

Na krześle siada Biznesmen. Otwiera walizkę, przegląda papiery.

Biznesmen: Jak nie załatwię dzisiaj tej sprawy, to firma będzie miała kłopoty. (Sięga po komórkę) Szefie? Tak, jestem w drodze, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Taaak, oczywiście, umówiłem się z bankiem, kredyt załatwiony na korzystnym procencie. Tak, oczywiście... już załatwione. Tak, będę w kontakcie.

Chowa komórkę do walizki, wychodzi. Po chwili wszyscy schodzą ze sceny, milknie muzyka.

 

Akt 2

Cisza, narastający szum morza, dźwięk fal uderzających o brzeg. Na scenę wpada, jakby miał się potknąć człowiek w rozpiętej czarnej koszuli i białym podkoszulku (Jonasz). Pada na scenie na kolana, otrzepuje włosy jakby były pełne piachu, potem chwyta się za głowę.

Jonasz (jęczy): O, Boże, lepiej mi umrzeć aniżeli żyć... No i na co była ta burza? Na co ta ryba? Nie można było po prostu powiedzieć kapitanowi „Płyń do Niniwy”? Myślałem, że umrę w tych wnętrznościach. I ten smród! (obwąchuje sobie pachy, otrząsa się ze wstrętem). Capię rybą na dwa kilometry! (podnosi się, rozgląda) No i gdzie ta Niniwa? I jak ja się taki śmierdzący tam pokażę...

Wchodzi dziewczyna. Nadal rozmawia przez komórkę.

Dziewczyna: No i mówię ci, jak Kryśka go zobaczyła, to zleciała z krzesła! Serio, mówię ci! (Spostrzega Jonasza) Słuchaj, Jolka, tu jest jakiś facet, nie znam go, poczekaj... (podchodzi, ogląda go z ciekawością) To chyba nietutejszy, pachnie jakoś dziwnie... to chyba nie Cool Water  Davidoffa... A ciuchy to ma chyba od Gucciego, takie ekstrawaganckie... (zwraca się do Jonasza) Do you speak English? Sprechen Sie Deutsch? 

Jonasz (rozgląda się): Czy to Niniwa?

Dziewczyna (z ulgą): A, to pan mówi po naszemu! Tak, to Niniwa. Pan w jakiej sprawie?

Jonasz: Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy.

Dziewczyna (woła z paniką do komórki) Jolka, ten gościu mówi, że mają zburzyć Niniwę! Kto? A skąd mam wiedzieć! Czekaj, zapytam... (znów zwraca się do Jonasza) Kto ma zburzyć Niniwę?

Jonasz: Bóg Wszechmogący. Bo jej nieprawość sięgnęła nieba i nakazano głosić mi, że ognie spadną z niebios i pochłoną to grzeszne miasto!

Wchodzi Muzyk, nadal mając słuchawki na uszach. Dziewczyna podbiega do niego.

Dziewczyna: Słuchaj, ja tego gościa nie rozumiem. Co to jest nieprawość? Jakie ognie?

Muzyk (zdejmuje słuchawki): Co mówisz?

Dziewczyna (zdenerwowana): Nie ja mówię, tylko on! (pokazuje na Jonasza) Mówi, że Niniwa będzie zburzona!

Muzyk: Ale News! To się nadaje do TVN24! Zaraz do nich dzwonię. (Wyciąga komórkę) Czy to Kontakt24? Mam dla was sensacyjną wiadomość!

Tymczasem wchodzi Biznesmen. Dziewczyna podbiega do niego i na ucho przekazuje mu wiadomość. Jonasz, widząc zbierających się ludzi podnosi głos.

Jonasz: Jeszcze tylko czterdzieści dni i Niniwa zostanie zniszczona! Nie zostanie po niej kamień na kamieniu. Ogień pochłonie ziemię. Nawróćcie się i przestańcie grzeszyć! Tak mówi Pan, Bóg Wszechmogący.

Biznesmen (mówi do komórki): Tak, szefie, poważna sprawa, trzeba zawiadomić władze. Najlepiej samego Króla!

Rozemocjonowani ludzie chwilę jeszcze rozmawiają gorączkowo, gdy nagle rozbrzmiewają fanfary i wchodzi Król ze złotą koroną na głowie. Ludzie kłaniają mu się, potem zbierają się w kącie sceny. Król siada na krześle.

Król (poprawiając szaty): Kto tu mówił o zburzeniu Niniwy?

Jonasz (powtarza): Jeszcze tylko czterdzieści dni i Niniwa zostanie zniszczona! Ogień pochłonie ziemię. Nawróćcie się i przestańcie grzeszyć! Tak mówi Pan, Bóg Wszechmogący.

Król (z niepokojem): Sam Pan Bóg to mówi?

Jonasz (zniecierpliwiony): No, przecież mówię, że sam Pan Bóg! Nie chciałem tu przyjeżdżać, ale Bóg mówi „Idź do Niniwy, tego grzesznego miasta i zwiastuj im rychłą zagładę”. No to co miałem zrobić? Wsiadłem na statek...

Król: Sądząc po twoim zapachu, to był chyba jakiś kuter rybny...

Jonasz: Nie, królu, to był normalny statek, tylko, że płynął do Tarszyszu...

Król: Ale to w drugą stronę...

Jonasz (podirytowany): No, przecież mówię, ci, Królu, że nie chciałem tu przyjeżdżać! Ale Bóg zesłał wielką rybę, która mnie połknęła. Siedziałem w jej brzuchu trzy dni i trzy noce, no i wyrzuciła mnie tu na brzeg. W życiu chyba już nie zjem nic rybnego, brrr... (otrząsa się) Słuchaj, Królu, dla Boga nie ma żadnego problemu, wrzucić człowieka do brzucha ryby, czy zniszczyć to miasto! Jeszcze tylko czterdzieści dni wam zostało. Nawróćcie się, tak mówi Pan Bóg Wszechmogący!

Rozlega się sygnał wiadomości TVN24, spiker mówi w tle.

Spiker: Uwaga, przekazujemy państwu najnowsze wiadomości od reportera Kontaktu 24. W całym mieście nastąpiło wielkie poruszenie. Ludzie przerażeni wieścią o zbliżającej się katastrofie wpadają w panikę, porzucają zakłady pracy i gromadzą się w kościołach. Istnieje pilna potrzeba reakcji władz. Na żywo relacjonujemy orędzie Króla Niniwy...

Król podnosi się z krzesła. Wznosi rękę, Nastaje cisza.

Król: My, Król wielkiego miasta Niniwy nakazujemy wszystkim mieszkańcom ogólny post w modlitwie. Tak ludzie jak i bydło mają nie jeść i nie pić, niech założą wory pokutne. Może odwróci się od nas gniew Boży!

Wchodzi Gracz, przynosi czarne worki, do jednego z nich dziewczyna wkłada torebkę i biżuterię, Muzyk wkłada słuchawki, Biznesmen swoją walizkę, Król zdejmuje koronę i również ją wkłada do worka. Reszta worków, z otworami na głowę i ręce jest rozdana między ludzi, którzy zakładają je i wychodzą. Zostaje Jonasz, chwilę rozgląda się w zdziwieniu.

Jonasz: I to wszystko? A gdzie deszcz ognia i siarki? Gdzie fajerwerki? Wyjdzie na to, że jestem kłamcą. (Siada na krześle) No, nic, poczekam, jeszcze trochę czasu zostało do zachodu słońca. Stąd jest dobra panorama na miasto. (Rozgląda się po widzach, pokazuje palcem) A ty? Nawróciłeś się już? Tylko czterdzieści dni ma to miasto, chcesz zginąć w deszczu ognia? A ty? Ty?

Rozgląda się z satysfakcją, potem ziewa i zasypia. Światło przygasa.

Akt 3

Jonasz nadal śpi skulony na krześle. Zza krzesła powoli wynurzają się gałęzie krzewu i osłaniają głowę Jonasza. Jonasz budzi się, przeciera oczy.

Jonasz: Słońce już wstało, pewnie z Niniwy są już ruiny. (Wstaje, rozgląda się zaskoczony) Co jest? Niniwa jeszcze stoi? A więc jestem fałszywym prorokiem? Moje proroctwo nie spełniło się? (Siada zagniewany na krześle) Lepiej mi było umrzeć, niż żyć... Czy nie miałem racji, Boże, gdy byłem jeszcze w swej ojczyźnie, żeby tu nie przyjeżdżać? Przecież dlatego uciekałem do Tarszyszu, wiedziałem, że ulitujesz się nad tymi ludźmi. A ja tylko wyszedłem na głupka... Dobrze, że choć ten krzak tu wyrósł. Dzień zapowiada się upalny... jeszcze trochę poczekam. Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.

Słychać łamanie drewna, nagle krzew upada. Zza krzesła wysuwa się Robak i pełznie z gałęzią w zębach. Jonasz zrywa się jak oparzony.

Jonasz: Co ty robisz, robaku jeden! (Próbuje wyrwać Robakowi krzew, Robak trzyma go mocno rękami) Nie widzisz, darmozjadzie, że mi gorąco, suchy wiatr wschodni się zerwał, a ty jedyny cień mi zabierasz!

Robak: Ale moja rodzina jest głodna!

Jonasz: Co mnie obchodzi twoja rodzina. Ja tu umieram!

Robak: O cóż to się gniewasz? O ten krzew rycynowy? Ani go nie sadziłeś, ani nie podlewałeś, w ciągu jednej nocy wyrósł, bo tak chciał Pan. I ten sam Bóg powiedział mi, że mogę go zabrać, by wykarmić swoją rodzinę. Słusznie się tak gniewać?

Jonasz: Słusznie jestem zagniewany i to na śmierć!

Robak: A spójrz na to miasto, pełne ludzi i bydła. Ani go nie zakładałeś, ani o tych ludzi nie dbałeś. A Bóg powiedział, że zlituje się nad tym miastem, gdyż pokutowali. A ty gniewasz się, że twoje proroctwo nie spełniło się? Że sto dwadzieścia tysięcy ludzi uratowało się od śmierci?

Jonasz (opuszcza głowę): Nie miałem racji, Boże. Nie mnie, Panie, ale imieniu Twemu należy się chwała.

Zdejmuje czarną koszulę, zawieszając ją na krześle. Odwraca się i wychodzi. Robak podnosi się z ziemi i opierając się o krzak zwraca się do widowni.

Robak: Nie troszczcie się o to, co będziecie jeść, lub czym będziecie się przyodziewać. O to troszczy się wasz Ojciec, który jest w Niebie. Martwcie się tylko o to miasto, w którym mieszkacie, o ludzi, którzy nie słyszeli jeszcze słów Pana. Bo jeszcze krótki czas, a przyjdzie ten, w którego rękach jest zapłata. Pan jest blisko!

Robak potrząsa gałęzią i wychodzi. Koniec.

Portal Biblijny.org - serwis o Bogu i Słowie Bożym. Twórcy serwisu: Masmika & Gani - O portalu - Kontakt
Ta strona używa plików cookies (niezbędnych do prawidłowego działania). (więcej informacji)